niedziela, 22 maja 2011
Prolog
Od kilkunastu miesięcy żyłam w strachu. Upajałam się nadzieją nie nadejścia tej chwili, wiedząc jednak, że ona i tak nastanie. Chciałam opóźnić ją do maksimum. W końcu opóźniłam ją tak, że w końcu przestałam się nią przejmować. Jednak potem znów w najmniej oczekiwanym momencie wróciła. Moje smutki i płacze powróciły. Wspomnienia nabrały mocniejszych barw. Nienawidziłam samej siebie przez to co zrobiłam. Straciłam rzeczy, które mają największy sens w życiu. Przestałam być kobietą niezależną, mającą cały świat u stóp. Stałam się ofiarą losu, nie mającą co włożyć do garnka. Przestałam być szanowaną panią bizneswoman o, której względy zabiegają wszyscy. Byłam wyrodkiem, czarną owcą w rodzinie. Nie miałam pojęcia gdzie się podziać. Idąc ulicą, zewsząd otaczały mnie szydercze uśmiechy na twarzach moich pracowników. Moich byłych pracowników. Tak często gościłam na okładkach tabloidów, że niedługo sławą mogłam przewyższyć samą Paris Hilton. Gdziekolwiek się pojawiłam, byłam numerem jeden. Wszyscy wiedzieli już co zrobiłam i mieli z tego niesamowitą uciechę. A nikt, kompletnie nikt nie przejmował się tym co teraz pocznę. Byłam najbardziej załamaną kobietą na świecie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz